Za oknem wiosna – II zmiana …

Istotą rzeczy dziejących się wszędzie dookoła nas są zmiany. Ot prosty przykład z podwórka. Była zima – jest wiosna – będzie lato. Jest to zasadniczo cykl powtarzający się, bez względu na to co chcieli by zobaczyć za oknem zwolennicy lub przeciwnicy globalnego ozimnienia czy ocip … ociep … tak ocieplenia … Ale ów cykl, choć powtarza się w koło, to składa się ze zmian. Zmiany są istotą tego, co czyni innym lato od zimy, wiosnę od jesieni etc.

I tak jest wszędzie. W życiu też. Ostatnio jakoś nie pisałem na naszym Szanownym ZnadPlanszy.pl ponieważ za bardzo nie było o czym. To znaczy mógłbym pisać – przynudzać – o pewnych życiowych zmianach: przeprowadzce, zmianie pracy, kłopotach ze zdrowiem (in summarum spędziłem na fotelu dentystycznym ponad 12h z pewną wredną 6-ką, co bardzo skutecznie wyeliminowało mnie z ostatniej edycji Twierdzy, a przede mną jeszcze konieczność dezintegracji 8-emek), problemach z samochodem … była taka chwila, że jedynym sprawnym pojazdem w domu pozostał kajak, a mieszkamy na górce ~270 m n.p.m. W każdym razie są to sprawy – zmiany – zwyczajnie NUDNE. Może i można można na tym zarobić wydając książką, ale aż tak pazerny na „złote dudki” nie jestem. Nudno też było z planszówkami … i to była zła zmiana.

Ale ala¹ ale – pozdrawiam wszystkie Ale.

Nudno oczywiście nie w sensie nudnych planszówek. Bynajmniej tutaj było całkiem ciekawie. A co najważniejsze gry planszowe były fantastyczną odskocznią (zmianą/zamianą/przemianą) od codziennej nudy. Natomiast z planszówkami było nudno, ponieważ przez całą zimę nie grałem/graliśmy w nie w domu prawie wcale. To co przewinęło się przez stół można policzyć na palcach jednej nieco okaleczonej dłoni, w dodatku z użyciem jednego autora – Szklany szlak i Agricola. Zwłaszcza druga pozycja zrobiła na mnie ponownie i niezmiennie któreś-kolejne mega fantastyczne wrażenie.

Z Agricolą mam tak, że wpadam w „rolniczy ciąg”. Polega on na tym, że gra trafia na stół 30x pod rząd, a potem na 30 tygodni do szafy. Jest przerabiana w przeróżnych wariantach, włącznie z torfowym, solo i dla dwóch osób, z usprawnieniami, pomocnikami, aż do całkowitego zmęczenia materiału i przesytu. Ale (hej Ale !) wrażenie w każdym rolniczym ciągu Agricola niezmiennie pozostawia fantastyczne, nawet po przesycie.

Co do Szklanego szlaku – wstrząsną mną, ale nie zmieszał !? Dla osób, które pierwszy raz będą miały styczność z twórczością Uwego, będzie to swoista kwintesencja najczęściej stosowanych przez tego autora mechanik – kierat (a nawet dwa i to prywatne !), wybór ról/akcji, wzajemnie blokowanie się na akcjach (i korzystne i nie korzystne), rozbudowa własnych prywatnych silniczków … miód malina w szklanej flaszy można rzec. Ale … nie mam nic do Al ! Uwe popełnił jeszcze Ora et Labora. I choć ostatnio ten tytuł nie trafił na nasz stół, to jednak gdy dzieli na półce miejsce z Agricolą to czyni coś w mojej podświadomości co powoduje że zdecydowanie skręcam w bok ze szklanego szlaku w stronę albo rolniczego ciągu albo mnisiego alkoholizmu².

Wczoraj nadeszła zmiana.

W ramach cyklu „poznaj najlepsze gry z naszej szafki”³ ze znajomymi, w tercecie, zasiedliśmy do Puerto Rico. Opinia była zgodna wśród wszystkich – tak miło nie spędziliśmy wieczoru przy planszówce już od bardzo dawna. Atmosfera fantastyczna, gra płynna i przyjemna (nasi goście zdążyli już zapoznać się wcześniej z podstawami mechaniki tego tytułu), rozmowy ciekawe i wesołe. Oj dawno, bardzo dawno nie spędziłem tak miłego wieczoru. To była bardzo dobra zmiana. I wstyd było by się nią nie podzielić.

Przy okazji dowiedziałem się o sobie bardzo ważnej rzeczy: potrafię wyciągać przyjemność z gry w którą nawet przegrywam ! I była to opinia osoby „z zewnątrz”. To sprawiło mi największą przyjemność i po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że w planszówkach nie chodzi o wygrywanie, tylko o świetną zabawę !

Na koniec wypada się jakoś miło pożegnać z ewentualnym czytelnikiem, ponieważ wiosna w pełni (choć księżyc chyba w III fazie), a lato za progiem skutkiem czego nie mam bladego pojęcia kiedy przyjdzie mi napisać coś następnym razem. Do tego dochodzi jeszcze ów kajak, który ze swojej natury jakoś po tej piaszczystej drodze koło domu idzie ze strasznym oporem … choć skoro mamy cykl na ZP „gry z plecaka”, to może spróbować również pisać o „grach z kajaka” … więc przy okazji pozdrowienia dla konkurencji i Pawła Kajaka. A co do pożegnań to niech będą takie:

Z pozdrowieniami,
wasz oddany czuhajster ¼ i ¾.

A, specjalne pozdrowienia dla wszystkich czytelniczek Al !


 

1:  miało być 3x ale, ale wyszła taka śmieszna literówka, a mieszkanie w okolicach Częstochowy niezmiennie zobowiązuje 🙂

2: tak się jakoś dziwnie składa, że w owej grze jednym z surowców produkcyjnych jest wino lub piwo i whisky w zależności czy chcemy wczuć się w opata o pochodzeniu francuskim czy też irlandzkim … mnisi alkoholicy ?!

3: nazwę wymyśliłem ad hoc w tej chwili, bo w czasie pisania tego akapitu zdałem sobie sprawę, że znajomych, którzy poznają współczesne gry planszowe (innymi słowy byłych monopolistów) wrzucamy z miejsca na głęboką wodę wyjmując na stół coś z top 10 BGG …

¼: do odwołań korzystałem z tablicy znaków specjalnych bloga, która to przewiduje numerację w indeksie górnym od 1 do 3, a mnie naszło w sumie na aż pięć odnośników … trzeba się jakoś ratować przecież.

¾: jeżeli ktokolwiek dobrnął aż w to miejsce to pewnie zastanawia go cóż to jest „czuhajster” ? Nie cóż, ale któż w tym wypadku. Nie będę wyjaśniał bo miłą mi ma czaszka. Pozdrawiam w tym miejscu Szanownego Pana Andrzeja P. i dziękuję za 364 strony frajdy którą mi sprawił …

  • Paweł Kajak

    Również pozdrawiam! #GraWartaŚwieczki 😉