Moda …

Oj będzie z opóźnieniem … dziś już piątek. Statystycznie wena była przedwczoraj, ale czas na napisanie jest dzisiaj. Jak to w życiu bywa jakoś trzeba to pogodzić. Za to sprzęt foto już się przeprowadził ! Ale pelikany już odleciały … do … cieplejszych krajów ?

Pelikan pełną gębą - tylko ten został ...

Na początek krótka retrospekcja. Krótka i bliska, bo sięgająca ubiegłego x2 weekendu. Podczas gdy większość planszówkowiczów w noc z soboty na niedzielę gorączkowała się ESSEN, my w Częstochowie mieliśmy inny powód do przywitania niedzielnego poranka duuuużą porcją kawy – nocne granie w gry planszowe w ramach #12 Częstochowskiej Nocy Kulturalnej. W czasie tego grania przez moje ręce przeszło Zaginione Dziedzictwo. I właśnie to spotkanie natchnęło mnie do pewnych rozważań … no a jak, pewnie, że filozoficznych !

Otóż chodzi o zjawisko swoistej kompresji, które staje się coraz bardziej modne wśród pomysłów na gry planszowe. Drogę na świat dla tej idei, na naszym polskim podwórku, zdaje się otworzył List Miłosny, a po trochu i również Resistance (Coup). Są to bardzo kompaktowe gry – ot kilka kart – ale z tym wszystkim, czego od gier takiego formatu można sobie zażyczyć. Ciekawie w tym kontekście przedstawia się również Coin Age i przykładów takich można by pewnie na BGG znaleźć bez liku.

Coraz więcej mówi się również o Mini Cywilizacji Łukasza Wookiego Woźniaka. W dodatku mówi się bardzo przychylnie. A będzie to (lub nawet już jest) chyba najlepszy przykład upakowania i kompresji dokonany w dziedzinie planszowych gier cywilizacyjnych. Faktor kompresji x/4 można rzec. Choć w Mini Cywilizację nie grałem, ba nawet nie miałem jeszcze z nią żadnej styczności organoleptycznej, to i tak już gratuluję autorowi dobrego pomysłu na samą grę i jej mechanikę. Co do formy „dystrybucji” i, jak by nie było czy wymuszonej czy nie formy kolekcjonerskiej, jestem dość chłodno nastawiony.

Przyjrzałem się również, choć również z dystansu, Tides of Time czyli po naszemu Poprzez wieki … i również jestem mile zaskoczony po raz kolejny tym co udało się wycisnąć autorom z aż 18 kart. Martwi mnie tylko i wyłącznie format tychże „kart” – gramy czymś w rodzaju pocztówek … Gra ilościowo niewielka, ale przyda się większy stół ?!

Zdawało by się, że miód i malina z tą kompresją planszówkową. Ale, ale … jest w tym wszystkim tylko jeden drobnósi problem … każda moda przemija. Hitem były jeszcze kilka lat temu wszelakie deckbuilding’i karciane, potem kościane. Było już tak, że w euro-grach więcej było kart niż kosteczek. Przykłady można by mnożyć. Obecnie coraz częściej, wśród słów krytyki, dla nowych gier czerpiących z tych znanych już mechanik, padają określenia w stylu „odgrzewany kotlet”. A szkoda. Tym bardziej będzie szkoda jeżeli ta minimalizacyjna moda dobrze się nie przyjmie lub szybko przeminie. Szczególnie będzie szkoda naszym portfelom …

Ale i tak patrzę w przyszłość dość optymistycznie – kto wie jaka moda będzie następna ?! A nóż na gry baaaardzo rozbudowane, ale do kupienia za 20,00 PLN 🙂 Marzenia przecież nic nie kosztują, no chyba, że się ma takie hobby jak planszówki …

  • Michał Jagodziński

    Na dobre gry moda nigdy nie minie. Nie ma znaczenia, czy będą to mikro czy makro gry 🙂

    • Oj i o to chodzi – o dobre gry ! Ważne żeby takich było jak najwięcej 🙂 Nie zawsze atutem dobrej gry jest jej wielkość oczywiście … znaczy się nie jest to główny wyznacznik, aczkolwiek czasem istotny.