O głębi gier planszowych

Tym razem na początek ilustracja, która ma zobrazować temat tekstu:

O głębi gier planszowych

Ale tekst nie będzie o grze AbysS, choć ta dostała GoldenGeeka za oprawę graficzną. Czy zasłużenie tego nie mogę stwierdzić, bo przyznaję się szczerze, że pudełka z powyższego zdjęcia nie otworzyłem – odstraszyła mnie ta małpiata twarz na froncie. No to może o autorze (o jak ładnie się rymuje, choć gra autorów ma dwóch ale to już nie będzie się tak ładnie rymowało). Również nie. Nie znam Pana Bruno Cathala oraz Pana Charles Chevallier (nie wiedząc nawet jak wymówić te nazwiska nie podejmuję się ich odmiany nie chcąc nikogo urazić lub obrazić). No to o czym chcę pisać ? Wprowadziłem chaos. Ale celowo. Czasem przyjemniej układa się puzzle całkowicie rozsypane na dywanie (czy to też się rymuje ?).

Nie znam gry, nie znam autorów, ale poznałem pewne schematy. Schematy łatwo odnosi się do własnego podwórka, a w tym wypadku wręcz do kogoś kogo się zna osobiście. Więc rozpocznijmy układanie tej układanki. Autora, o którym będę pisał w rozumieniu głębi gier planszowych, poznałem początkowo z dwóch jego „utworów”. Tytuły te zostały już docenione przez grono geeków nim trafiły w moje ręce, więc nie rozczarowałem się. Mowa dokładnie o dwóch grach w takiej oto chronologicznej kolejności poznania: Osadnicy: Narodziny Imperium oraz Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie. Tak chodzi o Ignacego Trzewiczka, zamieszkującego Polskę, a nawet dokładniej okolice Gliwic. Skoro ja go znam, ba wiem nawet gdzie mieszka, to pewnie znają go również i inni miłośnicy planszówek. Ale jak… no trzeba to tak napisać i nie chodzi tu o jakieś dewiacje… głęboko ?

Szanowny Pan Ignacy jest doskonałym przykładem do rozpracowania schematu głębi gier planszowych. Zaznaczam w tym miejscu, że nie szpiegowałem ani jego osobiście, ani jego rodziny. Nie mam stwierdzonej „Ignaco-fobii” i zakazu zbliżania się do rzeczonego. Nie piszę tego dla potrzeby „lokowania produktu” lub reklamy wydawnictwa Portal Games (Pozdrawiam jeżeli czytacie !). I mam nadzieję, że Pan Ignacy nie będzie mi miał za złe, że „użyję” jego szanownej osoby aby zilustrować przykład głębi…

Po pierwsze: Ignacy Trzewiczek jest szefem firmy Portal Games i autorem gier wydawanych przez to wydawnictwo. Ale to nie wszystko co dzieje się za przyczyną jego osoby na ul. Jana Śliwki pod numerem 86 w Gliwicach. Ignacy nagrywa również firmowy vlog, w którym żywo komentuje osiągnięcia polaków w różnych dziedzinach na arenie międzynarodowej, przygląda się z bliska różnorodnym tytułom gier planszowych, propaguje hobby planszówkowe informując co i gdzie w trawie piszczy oraz odpowiada na pytania przesyłane do vloga. Dodatkowo materiał ten jest nagrywany odrębnie w wersji polsko- i anglo-języcznej, aby ludziom co polskim językiem nie władają smutno nie było. Powiecie: marketing. Odpowiem: tak i to świetny, bo Ignacy zarabia tym skutecznie na życie swoje i pracowników wydawnictwa.

Po drugie: dawno dawno temu (tak to prawie już współczesna legenda) Ignacy zaanimował w Gliwicach Pionka. Było to tak dawno, że ów Pionek ma obecnie już za sobą XXIII edycje wielko-formatowe i niezliczoną ilość pomniejszych między-Pionków. Wciąż trzyma się świetnie i przyciąga coraz szersze rzesze fanów gier planszowych do Gliwic dwa razy do roku. Co ważniejsze organizację tej imprezy kilka lat temu przejęła od Ignacego jego małżonka – Marzena ‚Merry’ Nowak-Trzewiczek, więc jak widać mamy tutaj już do czynienia z rodzinną pracą zespołową w tym samym temacie. A warto zaznaczyć, że Pani Marzena nie jest pracowniczką Portal Games (oficjalnie).

Po trzecie: Państwo Trzewiczkowie nagrali wspólnie na chwilę obecną 66 odcinków podcastu 2Pionki będącego dialogiem (czasem monologiem jednej strony) w temacie gier planszowych i nie tylko. Jest i poważnie i humorystycznie i z przymrożeniem oka – ale zawsze jest o grach planszowych.

Po czwarte: w internecie zaistniało kilka miejsc, w których Państwo Trzewiczkowie blogowali w temacie gier planszowych, budowy i prowadzenia domu, podróży biznesowych i wypadów turystycznych, prowadzenia sklepu z planszówkami, wychowania dzieci, układania psów i kotów, spotkań z przyjaciółmi… tematów tam poruszanych jest naprawdę wiele, ale łączą je wszystkie gry planszowe. Aktualnie forma blogowa żyje życiem Państwa Trzewiczków na BGG, na blogu Boardgames that tell Stories, na blogu 2Pionki, na FB w postaci „nieoficjalnej 😉 strony Lenki”… i pewnie jeszcze w wielu innych miejscach – wszędzie piszą o… grach planszowych.

Po piąte: Ignacy wydał drukiem książkę pt. „Boardgames That Tell Stories” adresowaną wyłącznie do osób władających j. angielskim i traktującą o… grach planszowych 🙂 Jest to zbiór 35 esejów zaczerpniętych z bloga Ignacego na BGG uzupełnionych pięcioma dodatkowymi napisanymi specjalnie na tą okazję.

Pewnie znalazło by się jeszcze coś na po szóste, po siódme itd. Przerwę wyliczankę w tym momencie, bo chyba jest już jasne co mam na myśli. Gry planszowe mogą wejść tak głęboko w nasze życie, że będą naszą pracą zawodową, hobby, a nawet sensem tegoż życia. Prawdziwa głębia ukazuje się wtedy, gdy się od nich nie wariuje. Zapewniam, że Ignacy, jego żona, dzieci, psy i kot (no może ten ostatni nie na 100%) od planszówek nie powariowali. Co najwyżej są bardzo pozytywnie zakręceni na ich punkcie. I to jest właśnie ta prawdziwa głębia w grach planszowych. Pozazdrościć…