Z oka cyklonu ratunkiem ucieczka

Gdzieś, kiedyś i w komentarzach rzuciło mi się w oczy pytanie skierowane do gawiedzi planszówkowej w temacie gier dostosowanych dla niepełnosprawnych. Po bardzo krótkiej chwili zastanowienia – i wydedukowania, że akurat w tej materii nie mam zupełnie nic do dodania – przeszedłem nad tematem dalej. Jak się okazało ostatnimi czasy, wiedzę w tematach, które „teoretycznie” mnie nie dotyczą, warto zbierać zawsze choćby pobieżnie… Uspokajam przyjaciół, nie zostałem inwalidą, i cóż popsuję dziś humor nieprzyjaciołom – nie zostałem inwalidą.

Szczerze przyznaję, że nie poruszam się zbyt dobrze w tematach niepełnosprawności. Można powiedzieć, że jestem niepełnosprawny w temacie niepełnosprawności. Więc jeżeli wytworzę sformułowanie o dziwnym wybrzmieniu to na pewno nie z myślą o obrażaniu niepełnosprawnych. Z góry ewentualnie przepraszam. Na swoją obronę dodam, że choć na krótko, to jednak podzieliłem los tych, którzy z różnych przyczyn nie są w stanie obsługiwać „interfejsów” projektowanych przez pełnosprawnych z myślą o przeciętnym Kowalskim* dysponującym pełną gamą zmysłów i choćby średnią sprawnością ruchową określoną na podstawie przekroju przez dzieciarnię podstawówki na zajęciach WueFu (może być nawet włącznie z ekipą „zwolnionych chorobowo”).

Zanim otwarcie przyznam się jaka jednostka chorobowa wykluczyła mnie chwilowo z pełnosprawnej części społeczeństwa, chcę trochę bardziej przybliżyć i opisać temat niepełnosprawnych w ujęciu gier planszowych. Polska Wikipedia dysponuje bardzo dziwnym opisem pojęcia niepełnosprawność. Pociesza to, że „Ten artykuł należy dopracować: Dodać najnowsze definicje (WHO) i różnice pomiędzy: impairment, disability, handicap.”. W każdym razie w rodzajach niepełnosprawności wyszczególniono 7 typów. Przepraszam, że nie wypowiem się dogłębnie odnośnie każdego z nich. Jakoś wyszczególnione w podziale: obniżona sprawność intelektualna, obniżona sprawność funkcjonowania społecznego, obniżona sprawność komunikowania się oraz mózgowe porażenie dziecięce, w mojej ocenie nie wymagają szczególnego podejścia do gier planszowych. Ba wręcz przeciwnie ! W terapiach tego typu niepełnosprawności stosuje się gry planszowe z powodzeniem. Pozostają trzy typy: obniżona sprawność sensoryczna (zmysłowa), obniżona sprawność ruchowa i obniżona sprawność psychofizyczna z powodu chorób somatycznych. O ile dobrze zrozumiałem wyjaśnienie ostatniego typu – a Housem nie jestem, wybaczcie lub się cieszcie, ostatnio w Polskiej Służbie Zdrowia mamy zbyt wielu miłośników tego serialu – to poniekąd wiąże się on lub nawet łączy w sobie i obniżoną sprawność sensoryczną i ruchową. Jeszcze raz uspokajam – nie mam zamiaru spłycać tematu niepełnosprawności, dążę do sedna w ujęciu gier planszowych.
Pozostaje niepełnosprawność ruchowa i sensoryczna. I jak się to ma do planszówek ? W większości gier mamy do czynienia choćby z przesuwaniem pionków, znaczników, rzucaniem kostką i wykładaniem kart. Wydaje się banalne. Ale przy ograniczeniu zdolności ruchowych samych dłoni podniesienie, przeniesienie i postawienie w odpowiednim miejscu – załóżmy na polu 10×10 mm – sześciennej kostki 5x5x5 mm to już nie lada wyzwanie. Nie wierzycie ? Proszę przejść po młotek i, nie wywołując trwałego okaleczenia w ramach edukacyjnych, stuknąć się po wszystkich paluchach łapek tak aby choć trochę podpuchły. Gotowe ? To proszę rozłożyć następujące tytuły na stole: Terra Mystica, Puerto Rico (budynki równo proszę !), Stone Age, Lewis & Clark, Osadnicy: Narodziny Imperium (karcianka co ?!)… chyba wystarczy. Można się udać po chłodny kompres i maść na opuchliznę. Rozumiem, że nie jest to aż tak poważny problem jak dostanie się do urzędu, szkoły lub na stację PKP dla osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim – to wciąż dużo poważniejsze bariery nad którymi albo się nie pracuje, albo po prostu z czystej głupoty pracować się nie chce. W przypadku gier planszowych jest to do pokonania, no chyba że gra się z ekipą „ordnung muss sein” – dokładność umieszczania elementów na planszy +/- 0,05 mm mierzona suwmiarką…
Najpoważniejsza sprawa dla gier planszowych w moim odczuciu to obniżona sprawność sensoryczna (zmysłowa). Sama nazwa wyjaśnia już wiele. Człowiek dysponuje – wd. Wikipedii – 7 zmysłami. [1] Słuch pozwala nam poznawać reguły nowej gry tłumaczonej przez kogoś kto już ją zna, dowiedzieć się że robimy coś nie tak lub aż za dobrze, przeszkadzamy komuś lub właśnie wygraliśmy. Można go zastąpić wzrokiem, jednak „najszybciej” przetwarzamy informacje docierające do nas drogą do uszną. [2] Zmysły somatyczne informują nas, że trzymamy w palcach znaczniki, pionki, karty, pozwalają coś odłożyć, zebrać, przełożyć – po prostu umożliwiają werbalną obsługę interfejsu gier planszowych. Szczególnie ważny w materii gier planszowych jest podzmysł sensoryczny o tajemniczej nazwie nocycepcja – pozwala on odczuwać ból… przegranej. [3 i 4] Zmysł równowagi i propriocepcji odpowiadają i za siedzenie przy planszy i za bieganie po przekąski umilające rozrywkę. Pozwalają one też umieszczać znaczniki na stoliku z grą, a nie na suficie. [5 i 6] Zmysły smaku i węchu wydaję się nie być aż tak istotne z punktu widzenia gier planszowych, jednak nie wiemy czym po nadchodzącej erze wszystkosymbiozy smartfonów zaskoczą nas twórcy. Zresztą przekąski do gier mają sens tylko w połączeniu z tymi zmysłami, ponad to pozwalają nam orientować się że wciąż czekam na swoją kolejkę, a pizza już się przypaliła.
[i 7] Wzrok. Przez oczy trafia do naszej głowy 3/4 wiadomości poznawczych i informacji. Jest to najważniejszy zmysł człowieka. Dzięki oczom wiemy co jest napisane i narysowane w instrukcji, możemy przyporządkować dane znaczniki i pionki do ich funkcji w grze, kart używamy zgodnie z ich przeznaczeniem (dawnej najczęściej kolorem !) i regułą na nich zapisaną (obecnie najczęściej), bierzemy i odkładamy wszystko tam gdzie trzeba. Nie tutaj nie potrzeba młotka aby to sprawdzić – zamknij oczy i idź po warcaby… No dobrze otwórz oczy i znajdź warcaby, a od guza na czole i zbitego kolana się nie umiera ! Masz już warcaby, szachy czy nawet linie do gry w kółko i krzyżyk ? Zamknij oczy i … GRAMY !!! Wzrok to najpoważniejsza bariera we wszelakich interfejsach. Obawiam się, że nawet gdyby przygotować Agricolę w wersji dla niewidomych z planszą oznaczoną specjalnymi wypukłościami, takimiż znacznikami, kartami i instrukcją drukowanymi alfabetem Braille’a, to jednak nie pokona się łatwo takiej bariery.
Piszę z takim uwzględnieniem wzroku, ponieważ przeżyłem małą awarię właśnie tego zmysłu. I to nawet nie w komplecie. Odjęło mi wzrok na jedno oko. Przez pierwszy tydzień to drugie strasznie przeżywało ową stratę – nie przyzwyczajone do wymuszonego zamknięcia tego pierwszego samo usiłowało się zamknąć automatycznie. Pierwsze bolało, drugie mrugało i łzawiło. Jak już przywykłem do „piracenia” i przekonałem tą sprawną część zmysłu wzroku do współpracy z resztą ciała, to mózg stwierdził, że jednym okiem to odległości prawidłowo nie oszacuje. Oj trzeba się namachać palcami w poszukiwaniu uszka od kubka z kawą… oj trzeba. Przy wyłączonym 3D, mimo iż dotyk i ruch funkcjonują, to wcale nie łatwo pochwycić ten sześcianik 5x5x5 mm na planszy. Nadmienię, że paluchów grubaśnych nie posiadam i nie było żadnych dodatkowych przeszkód. Czytać też było ciężko… a z komputera korzystać nie dałem w ogóle rady. Wyżaliłem się – dość !

Jak do tego doszło ? Medycyna nie korzystała tym razem z Wikipedii i wymyślnych nazw łacińskich – na orzeczeniu z SORu Pani okulistka wpisała następującą jednostkę chorobową: pacjent uderzony prze dziecko – poważna erozja rogówki. Czuję się w obowiązku poinformować obecnych i przyszłych rodziców, że nie był to jedyny przypadek tego dnia na SORze związany z eliminacją graczy planszówkowych przez ich pociechy. Pierwszy z rana dotarł Pan z zainstalowanym na stałe przez syna patyczkiem po lizaku w uchu, a wspomniana Pani okulistka pochwaliła się pogryzieniem oprawek od okularów przez swoją pociechę – rachunek za nowe zostanie potrącony z przyszłego kieszonkowego. Mój pierworodny jak na razie usłyszał tylko AAAAaaaaałłłłłaaaaa w pierwszym odruchu po tragedii. Na wszelki wypadek uratował się ucieczką przed poważną rozmową popadając w „trzydniówkę”. Emocje wypadkowe zdążyły opaść w oczekiwaniu na ozdrowienie, ale pozostał mi pewien dokument z opisem „uderzony przez dziecko”… rozliczymy się synu jak podrośniesz ! Nawet wiem jak – opaska na oko i gramy…

Przy okazji udało mi się sprawdzić, w stylu Pogromców Mitów, pewne powiedzenie – utrata jednego zmysłu wyostrza inne. W przypadku planszówek… BUSTED. Przegrywałem jak zawsze.

* W odróżnieniu od nieprzeciętnego Kowalskiego, który jest czarno-biały w upierzeniu i choć gada po ludzkiemu, to jednak humanoidem nie jest, ba nawet ssakiem…

  • Wracaj bracie szybko do pełnego zdrowia! 🙂

    • Rekonwalescencja już za mną – zdrowie powróciło i jest już pełna „dwu-wzroczność” 🙂 Widzenie w 3D też działa prawidłowo. Ale wciąż przegrywam z małżonką. Chyba to jej się zmysły wyostrzyły…